Zadzwoń: +48 791 791 991

Opóźnienia i wyższe koszty transportu z Chin – czyli o pandemii, kontenerach i kanale Sueskim

Każdy importer wie, że koszt produktu to jedynie składowa jego finalnej ceny. Należy do niej doliczyć między innymi opłaty celno-skarbowe oraz koszt transportu. O ile podatki i cło jesteśmy w stanie przewidzieć i wyliczyć co do złotówki, to niestety w ostatnim czasie koszty transportu spędzają sen z powiek zarówno importerom, logistykom jak i branży transportowej. Za nami pierwsze półrocze – to dobry czas, aby podsumować to co wydarzyło się przez pierwsze 6 miesięcy tego roku i dowiedzieć się więcej z czego wynikają tak wysokie stawki za transport z Chin.

Śmiało można stwierdzić, że tak wysokich kosztów transportu nie było jeszcze nigdy i niestety nie zapowiada się, że będą niższe.

Na taki stan rzeczy wpływ ma kilka czynników. Pierwszym z nich jest niewątpliwie pandemia koronawirusa, z którą już od ponad 1,5 roku walczy cały świat. Wybuch pandemii spowodował wprowadzenie restrykcji i obostrzeń w niemal wszystkich krajach na świecie. W trakcie pandemii zamknięto wiele fabryk, a w tych które nadal funkcjonowały niejednokrotnie zmniejszono ilość pracowników. Ograniczenie zatrudnienia siłą rzeczy uderzyło również w branżę transportową. W konsekwencji taka sama (lub nawet większa) ilość zleceń musi zostać obsłużona przez mniejszą ilość pracowników.

Sytuacji nie poprawiał fakt, że ze względu na zamknięcie fabryk, lub ograniczenia produkcji, w portach zaczęły zalegać puste kontenery. Armatorzy obserwując sytuację i chcąc uniknąć strat bardzo szybko zareagowali redukcją rejsów oraz zmniejszeniem floty na statki o mniejszych możliwościach załadunkowych.

Mogłoby się wydawać, że po tym jak pandemia straciła nieco na sile sytuacja powinna się uspokoić. I tu pojawił się kolejny problem – brak wolnych kontenerów. Transport pomiędzy Chinami, a resztą świata opiera się głównie na transporcie kontenerowym. Te, które na koniec roku wypłynęły (lub wyjechały) z Chin nie zdążyły do nich wrócić po kolejne towary.

Wracamy tu do punktu wyjścia – braki kadrowe wynikające z pandemii koronawirusa spowodowały opóźnienie nie tylko w kwestii tego, kiedy nasz towar wyruszył w drogę, ale także odbiły się na tym, kiedy kontener przypłynął do portu, został rozładowany, przeszedł odprawę celną, wyruszył z portu w głąb lądu i kiedy ostatecznie dotarł do zamawiającego. Sytuacji nie poprawiał fakt, że zbliżało się najważniejsze święto w Chinach, czyli Chiński Nowy Rok, obchodzony na ogół w lutym. Zatem ceny na początku roku znów poszybowały w górę, a czas oczekiwania na dostawę znacznie się wydłużył.

W obliczu takiego stanu rzeczy część firm zdecydowała się poczekać z zamówieniem i wysyłką swoich towarów, aż skończy się Chiński Nowy Rok, Chińczycy wrócą do normalnego trybu pracy, a wywindowane na „gorący” czas ceny transportu nieco spadną.

Doświadczenie i lata praktyki pokazują, że właśnie tak powinna wyglądać sytuacja na przełomie Q1/Q2. Niestety pojawiła się kolejna przykra niespodzianka, która bardzo mocno wpłynęła na ceny transportu. Mowa oczywiście o zablokowaniu Kanału Sueskiego, przez który płynące kontenerowce znacznie skracają drogę morską z Chin do Europy. 23. marca kontenerowiec Ever Given armatora Evergreen w wyniku silnego podmuchu wiatru został zepchnięty i osiadł na mieliźnie w Kanale Sueskim. Dla importerów oznacza to tylko jedno – kolejny, ogromny paraliż transportowy.

Część firm wybrała alternatywne trasy dookoła Afryki. Inni zdecydowali się na transport swoich towarów koleją. Zarówno jedno jak i drugie rozwiązanie miało swoje konsekwencje. Trasa morska wzdłuż wybrzeża Afryki jest znacznie dłuższa, a kolejowy Jedwabny Szlak nie ma aż takiej przepustowości by bez problemu obsłużyć wszystkie zlecenia jakimi zostali wówczas zasypani przewoźnicy. Skutkiem tych działań był ponowny brak kontenerów, wydłużenie czasu dostarczenia zamówień, wydłużenie czasu oczekiwania na transport, brak wolnych slotów i brak kontenerów w portach i stacjach. Oczywiście cała sytuacja odbiła się znacząco na cenach za transport. Zarówno armatorzy morscy jak i przewoźnicy kolejowi wiedzieli, że importerom zależy na towarach czekających na dostarczenie do Europy, więc automatycznie podnieśli ceny za swoje usługi.

W konsekwencji wszystkich zjawisk i sytuacji jakie miały miejsce, aktualne stawki za transport z Chin są najwyższymi stawkami w historii. Nie napawa optymizmem fakt, że wielkimi krokami zbliżamy się do najgorętszego czasu dla importerów – świąt Bożego Narodzenia. Ciężko przewidzieć, co będzie się działo z cenami transportu z Chin i jaki poziom cenowy okaże się poziomem kulminacyjnym. Analitycy zakładają jednak, że ceny nadal będą bardzo wysokie, jak nie wyższe od tych z jakimi mamy do czynienia obecnie.

Wiele firm i importerów stoi aktualnie przed nie lada wyzwaniem i zadaje sobie pytania co dalej? Kiedy zamówić? Jaki transport wybrać by mimo wszystko zyskać i sprzedać towar? Konia z rzędem temu kto przewidzi jak w najbliższej przyszłości będzie wyglądała sytuacja transportu z Chin, gdyż patrząc wstecz z całą odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że pewne jest tylko to, że w tym temacie nic nie jest pewne.

⟵ poprzedni wpis
kolejny wpis ⟶
made by mem!